Umberto Eco jest mi bliski od dzieciństwa, ponieważ już, jako ośmiolatek miałem okazję obejrzeć ekranizację Imienia róży, a mniej więcej w tym samym czasie, niezrozumiale przeczytać powieść – wszystko zdecydowanie za wcześnie, nie tyle chodzi mi o scenę w kuchni, a ilość wątków, postaci i wydarzeń zaczerpniętych z historii Europy, kultury, teologii, filozofii. Dopiero parę lat temu, już w czasach licealnych wpadł mi do ręki audiobook, znałem już wtedy szereg opowiadań i powieści o Sherlocku Holmesie A. C. Doyle’a, niebo bliższa była mi chociażby historia i filozofia. Wtedy dopiero zrozumiałem, jak bardzo twórczość literacka Eco bliska jest jego pracy naukowej. Że właściwie każda postać, oprócz głównych bohaterów, zostawiła po sobie jakiś ślad w historii, a główni bohaterowie to naprawdę Sherlock Holmes i Doktor Watson przebrani w mnisie habity i rzuceni w czasy późnego średniowiecza.

Najnowsza i ostatnia powieść Umberto Eco opowiada o procesie powstawania nowatorskiego dziennika Jutro. Motywem przewodnim czasopisma ma być wyprzedzanie faktów przed konkurencją, publikowanie treści takich, jakich pragnie czytelnik. Główny bohater powieści, Pan Colonna ma za zadanie opisać przygotowania do powstania tego dziennika jako ghost writer redaktora naczelnego, pana Simei’ego.

W historii ważną rolę pełnią dwa wątki. Pierwszy z nich to odkrycie jednego z redaktorów, Braggadocio, dotyczące okoliczności śmierci Mussoliniego. W serii rozmów z Colonna Braggadocio wyjawia mu swoje domysły i spekulacje na temat powojennej historii Italii. Chociaż mają one formę raczej sensacyjnych rewelacji niż zebranych i uporządkowanych faktów, to praca tego nieco szalonego redaktora może przynieść naprawdę niepożądane skutki. Przy tej okazji jak to zwykle bywa u Eco, czytelnik ma okazję poznać szereg prawdziwych organizacji, takich jak Loża P2, Czerwone Brygady, a także wydarzeń np. afera wokół Banku Watykańskiego, co osobiście bardzo sobie cenię, jako edukacyjny wątek poboczny.

Drugim istotnym wątkiem jest rola mediów w kształtowaniu opinii publicznej. W zależności od tego jak pisze się o urzędującym papieżu, wady którego polityka się nagłaśnia, jaki styl bycia się promuje, takie wzorce przejmują czytelnicy prasy, słuchacze radia. Czytelnik dowiaduje się jak potężna jest tzw. czwarta władza, jak może wpływać na rzeczywistość, manipulować społeczeństwem. Czy jest to ostrzeżenie przed zakłamaniem w mediach? Nie potrafię tego powiedzieć. Wydaje mi się, iż są to rozważania na temat tego, jaką iluzję można zaszczepić w umysłach ludzi zbyt leniwych, aby podjąć się rozwoju intelektualnego wykraczającego poza progi szkół.

Powieść polecam przede wszystkim każdemu pragnącemu pogłębić swoją wiedzę o świecie mediów, sposobach wpływania na opinię publiczną. Ponad to wszystko książka stanowi dobrą zabawę, ponieważ jest okraszona charakterystycznym dla Eco poczuciem humoru (zob. Zapiski na pudełku od zapałek). Pomimo całego ładunku nawiązań kulturowych i historycznych, powieść czyta się jak dobry dziennikarski thriller. Zachęcam do sięgnięcia po inne książki – nie tylko literaturę piękną – Umberto Eco, bo choć zabrzmi to infantylnie, bawiąc uczył, a ucząc bawił.